Dlaczego książka obrazkowa?

Dzieci mają na głowie milion spraw. Mają budziki, mają swoje rozkłady zajęć, przedszkole, szkołę, angielski, dentystę, ortodontę, karate, urodziny koleżanki, ulubioną bajkę w telewizji, grę „do przejścia”, rybki do nakarmienia, kino, zoo, odwiedziny babci, lody, zadanie domowe.

Z "Czarną książką kolorów" uczyliśmy się poznawać świat zmysłami i robiliśmy zapachowo-dotykowe książki.

Z „Czarną książką kolorów” uczyliśmy się poznawać świat zmysłami i robiliśmy zapachowo-dotykowe książki.

Nawet gdy jeszcze są za małe na zadania domowe, bo dopiero zaczęły chodzić do przedszkola, wciąż mają milion spraw do uporania się. Uczą się wkładać kapcie, nazywać kolory, stać na jednej nodze, nie jeść, kiedy chce im się bardzo jeść albo spać kiedy nie mogą zasnąć. To wszystko są najważniejsze rzeczy na świecie. Tak uważam. Kiedy więc rodzic czterolatka, ucieka na widok dziwnej książki obrazkowej (takiej na przykład bez kolorów, albo bez słów, albo właśnie bez postaci, z samymi tylko kształtami) mówiąc, że jego dziecko jest jeszcze za małe, wcale mu się nie dziwię, że ma takie wrażenie i wcale go nie winię.

Dzieci mają jednak prawo do korzystania z kultury. Od tego, czy im dostęp do niej zapewnimy, zależy to jakimi będą ludźmi w przyszłości. Czy będą ciekawi świata, czy będą mieć otwarte głowy, czy będą umieć interpretować rzeczywistość, zamiast tylko ją przyjmować w formie w jakiej akurat zostanie im podsunięta. Kultura, wielkie słowo i szerokie.

"Czarostatki i parodzieje" to książka prawie bez tekstu. Ćwiczyliśmy więc czytanie obrazu i interpretację ilustracji.

„Czarostatki i parodzieje” to książka prawie bez tekstu. Ćwiczyliśmy więc czytanie obrazu i interpretację ilustracji.

Kwalifikują się pod nie zresztą wszystkie najważniejsze sprawy, które wymieniłam powyżej począwszy od budzika, przez ulubioną grę i kończąc na jedzeniu. Dlaczego jednak ja, w kontekście prawa dzieci do kultury, przywołałam dziwną książkę obrazkową? Bo dzieci mają równe prawo do kultury wysokiej, nieoczywistej i nienaiwnej, co dorośli i warto starać się przekonać do tego „uciekających” rodziców. Bo w tezie, że kultura dla dzieci nie powinna być tylko różowa, albo niebieska, pluszowa albo plastikowa, moralizatorska lub demoralizująca, jest naprawdę sporo sensu. Bo te pierwsze lata, to najlepszy moment, by zapoznać dziecko z tym w kulturze co niepowszechne, niebanalne, niemainstreamowe (do mainstreamu dziecko i tak samo dotrze i go skonsumuje). Przyzwyczaić je do obecności alternatywy.

"Kłopot" to książka na najbliższe laboratorium.

„Kłopot” to książka na najbliższe laboratorium.

Dziwna książka obrazkowa, która jest moim bohaterem, może oznaczać wiele. Z perspektywy „uciekającego rodzica” może być podejrzanie piękna, albo podejrzanie brzydka. Może jej czegoś brakować, jak właśnie koloru, tekstu, bohatera z którym można się utożsamić albo morału, a może mieć czegoś za dużo – na przykład za dużo pustej przestrzeni, za dużo powtórzeń, za dużo stron.  Po prostu nie pasuje do głównego nurtu, tego co łatwo zinterpretować, a co oferuje kultura masowa. Odróżnia się, pyszni się i drażni.

Z mojego punktu widzenia, dziwna książka obrazkowa, to historia opowiedziana równolegle na wiele sposobów. Przedstawiona dziecku nie tylko słowami, ale też obrazami, które mają swoje znaczenie. Nie tylko obrazami, ale sposobem ułożenia słów, rodzajem farby, techniką wykonania, doborem kolorów. Wszystkim co może mieć znaczenie. To wcale nie musi być historia poważna, ani żadna przedwczesna lekcja dorosłości. Może to być prosta zabawa albo zajmująca przez swoją nieszablonowość opowieść. Ważne, że tak skonstruowana, dziwna książka, daje dziecku możliwość jej współkreowania, odkrywania, wybierania samemu sposobu w jaki ją odczytuje.

Książka obrazkowa, jak mało, które medium kultury, potrafi angażować wyobraźnię, ćwiczyć umiejętność interpretacji świata, rozwijać wrażliwość.

Na przykładzie "Kłopotu" będziemy rozmawiać z dziećmi o radzeniu sobie z problemami i rozwijać wyobraźnię przez zabawę kształtem.

Na przykładzie „Kłopotu” będziemy rozmawiać z dziećmi o radzeniu sobie z problemami i rozwijać wyobraźnię przez zabawę kształtem.

Jeśli jest zaprojektowana i wykonana na wysokim poziomie spełnia jeszcze jedną funkcję: wyrabia podstawowe poczucie estetyki, wrażliwość w odbiorze tego co wizualne. Czy jest to ważne? Myślę, że wystarczy spojrzeć na nasze polskie ulice, sklepy, blokowiska – na pewno może być piękniej, spójniej i porządniej.

Nie jest to może rolą książek dla dzieci bezpośrednio, ale na pewno jej  rólką drugoplanową, o której warto pamiętać.

Nie uciekajmy więc przed dziwną książką obrazkową. Przyjrzyjmy się jej najpierw dwa razy i dajmy szansę na jej obecność pośród miliona najważniejszych spraw naszego dziecka. Jeśli rozegramy to mądrze, wspólnie z dzieckiem, bez kompleksów ani uprzedzeń, na pewno efekt będzie pozytywniejszy niż można się spodziewać.

Rodziców i dzieci zainteresowanych nietypową książką obrazkową, lubiących eksperymenty plastyczne i poszukiwania, zapraszam  raz w miesiącu do kawiarni mebloteka Yellow w strefie OFF Piotrkowska, na warsztaty z cyklu Książkowe Laboratorium, prowadzone przez Annę Mrozińską, animatorkę kultury, właścicielkę bloga i księgarni Poza Rozkładem.

Joanna Guszta

Współzałożycielka wydawnictwa Ładne Halo. Autorka dwóch, wydanych własnym nakładem, książek dla dzieci. Organizatorka warsztatów promujących niezależne, dziecięce wydawnictwa. Ostatnio też w ramach Książkowego Laboratorium.