Duch z wydm

Stojący na słonecznej plaży, mały, czarnowłosy chłopczyk raz po raz z pasją ciskał kamieniami w morze. Wybierał coraz to większe, ściskał je w opalonej rączce i z zamachem wyrzucał w stronę zielonej głębi. Był sam na rozległej, białej plaży. W oddali, pomiędzy obłokami błądziły mewy. Woda złociła się i srebrzyła w promieniach wieczornego słońca.
Dlaczegóż tak we mnie rzucasz ?- śpiewnie zapytało morze.
Chłopiec rozejrzał się zdziwiony w prawo, w lewo i za siebie, nikogo nie zobaczył. – To ja mówię do Ciebie. Patrzysz na mnie.- powiedziało morze.- Jaaaki jaaa?- zatrwożonym głosem wyszeptał chłopiec. – No ja. Morze.- westchnęła wielka woda, już nieco zniecierpliwiona.- Może wreszcie przestaniesz się dziwić i powiesz mi dlaczego jesteś taki zły ? – dodał olbrzym.
-Bo szukam mojego tatusia !- chłopiec zatupał nóżkami, a wielkie łzy ukryły się w jego brązowych oczach.- Jak to szukasz ? Tatusiowie chodzą do pracy, a potem siedzą w domach, razem ze swoimi rodzinami.- zaszumiało morze.
- A właśnie, że nie !- krzyknął chłopiec, splótł rączki na piersiach i odwrócił się tyłem do mocarza.
- Oj nieładnie.- powiedziało morze. Fale wzburzyły się, woda głębokim basem rozpoczęła swoją piosenkę : „Jestem wielkie, ogromne, głębokie, w moim wnętrzu tkwią skarby ukryte, stare statki i kutry brązowe, dawne mapy i ryby trochę dzikie. Mam kamienie i muszle, meduzy, wodorostów labirynt, pieczary. Świat podwodny, tajemniczy, stary. ” – morze śpiewało, kołysząc się rytmicznie.
Chłopiec odwrócił się wolno. Kucnął na piaszczystej plaży i dotknął rączką zimnej, zielonkawej toni. – Przepraszam.- powiedział- Bo wiesz, mój tatuś wsiadł na statek i popłynął na północ. Obiecał, że za miesiąc wróci. On leczy ludzi, nigdy mnie nie okłamał, a minęły już trzy miesiące, a my z mamą nie mamy od niego żadnej wiadomości. Mama nocami siedzi przy oknie i płacze. Myśli, że śpię i tego nie widzę, ale ja wiem… – chłopiec wyrzucił z siebie potok słów i zamilkł.
Morze zasępiło się głęboko, szmaragdowe kędziory opadły mu na oczy.- Tak. – zamruczało po chwili. – Wiem o co chcesz zapytać. Daję Ci jednak moje morskie słowo honoru, że Twój ojciec dobił szczęśliwie do brzegu. – To co mam zrobić ?- chłopiec wielkimi oczami spoglądał w morską toń.
-Posłuchaj piosenki: ” W moich głębiach jest pieczara, a w niej mieszka długa ryba, co węgorzem się nazywa. Jest już stara i kąśliwa, ale mądra także bywa. Ona radzić Tobie może i w niedoli dopomoże”. Morze dokończyło swoją piosenkę i potężnym głosem zahuczało- A teraz odwagi chłopcze !
Niebo przysłoniły ciężkie, ciemne chmury. Rozległ się ryk grzmotu, a jasne i prędkie błyskawice, niczym srebrne igły przeszywały granatowoczarne chmurzydła. Ciemnozielona woda uniosła się w górę. Fale spiętrzyły się jedna na drugiej i utworzył się długi tunel, ukazujący piaszczyste, morskie dno.
Chłopiec zawahał się przez ułamek sekundy i ruszył, stawiając stopy w oliwkowych, skórzanych sandałach na mokrym piasku. Poczuł zapach wilgoci.
Po szmaragdowych, lśniących ścianach, w których można było się przejrzeć jak w lustrach, cienkimi strużkami spływała woda. Korytarz oświetlało zielonkawe światło. Panowała cisza. W oddali stał okrągły, kamienny akwen. W lodowatej, przezroczystej wodzie, pływała długa, gruba niczym duży sznur, ciemna ryba. Na powierzchni wody unosiły się pomarańczowe kwiaty. Chłopiec podszedł bliżej. Przyjrzał się rybie i rozbawiony zauważył na jej nosie wielkie, kwadratowe okulary. – Dzień dobry !- odezwała się ryba zrzędliwym głosem. I cóż Cię tak śmieszy ?- zapytała. -Dzień dobry !- odpowiedział chłopiec. Po raz pierwszy widzę rybę w okularach.- dodał.
- Tak długo żyję, że już wzrok mi się nieco pogorszył. A poza tym, w okularach jest mi do twarzy.- powiedziała ryba. – A cóż to Cię do mnie sprowadza, pewnie oczekujesz pomocy?- zaskrzypiała, zerkając przymrużonymi oczkami. I chłopiec powtórzył jej historię, którą wcześniej opowiadał morzu.- Taak.- ryba oparła się o kamienny brzeg zbiornika.- Tutaj może Ci pomóc tylko Duch z wydm, ale uważaj łatwo go obrazić. Masz tu srebrny kubek. Na jego ściankach wyryte są słowa, które trzeba wypowiedzieć. Nasyp do środka białego piasku z wydm i przeczytaj napis, wtedy olbrzym stanie przed tobą. Pamiętaj, że kubka możesz użyć tylko nocą przy świetle latarni.- z oddali słychać było jeszcze głos ryby.
Łagodny wiatr zawirował i porwał chłopca w kierunku zielonkawego korytarza.- Dziękuję Ci rybooo!- wołał chłopiec, lecąc unoszony pędem wiatru. Nagle wylądował na miękkim, ciepłym piasku, ściskając w dłoni mały, ciężki, srebrny kubek.
Na niebie świeciło wieczorne słońce, fale łagodnie kołysały się na wietrze, na wydmach , wśród drzew śpiewały ptaki.
Chłopiec wstał, otrzepał się z drobnego piasku i przyjrzał srebrnemu naczyniu. Na ścianach kubka znajdowały się trzy obrazki:- na pierwszym wielka latarnia wskazywała drogę do portu, na drugim trzy syreny, siedzące na skale powtarzały dziwne słowo ” BABOAB”, a na trzecim potężny olbrzym z długimi, kręconymi włosami wirował nad plażą.
Chłopiec westchnął, ścisnął naczynie w dłoni i postanowił, że zaczeka na nocne ciemności. Położył się na piasku i zasnął. Zbudził go plusk wody i wieczorny chłód. Rozejrzał się wkoło. W odległym porcie żółtym światłem złociła się latarnia. Panowała cisza. Chłopak otrząsnął się ze znużenia, przeczesał palcami włosy i zanurzył kubek w białym piasku wydm. Stanął na wyprostowanych nogach i głośno zawołał: „BABOAB!”
Zerwał się gwałtowny wiatr, drzewa uginały się pod jego ciężarem. Granatowe, lodowate krople deszczu z wściekłością spadały na ziemię. Chłopak zachwiał się, ale nie wypuszczał kubka z zaciśniętych dłoni. Czuł się tak, jakby wielka siła poddawała go próbie. Po chwili wszystko ucichło, nawet ubranie chłopca było suche i ciepłe. Tak, jakby ulewa i wichura były tylko złudzeniem. Przed czarnowłosym malcem stał, wirując na spiczastej cienkiej nodze popielato srebrny olbrzym. Długie srebrnobiałe kędziory łagodnie spływały mu na ramiona. Przypominał olbrzyma z kubka. Życzliwie spoglądał na chłopca czarnymi, aksamitnymi oczami.
- Wiem wszystko.- powiedział cichym, miękkim głosem.- Wiem o co chcesz zapytać. Kiedy spałeś moja siostra mgła i bracia wichry przenikali każdy statek, jacht i kuter, zaglądali do licznych okien chat i domów.
Na dalekiej Północy dotarli do małego miasteczka, zamieszkiwanego przez dziwne stwory. To długie, wychudłe postacie z zielonkawymi włosami i czarnymi błyszczącymi jak smoła oczami. Ubierają się w zwiewne srebrzystopopielate szaty. Budują domy z jasnego piaskowca, kryte czarnymi dachami. Wokół nich rosną białe, powyginane w fantazyjne wzory muszle.
Twój ojciec wybrał się pewnego dnia na przechadzkę. Stwory ujrzały go w słonecznym lustrze i zaczaiły się. Jeden z nich otulił się szmaragdową peleryną i położył pod drzewem. Kiedy Twój ojciec podszedł do niego, stwór sypnął mu w oczy bursztynowym pyłem. Zapanowała ciemność przerywana piskliwym śmiechem tych istot. Otoczyły go, uprowadzając do swojej krainy.
-Wstrętne!- krzyknął gniewnie chłopiec.- Czy coś mu zrobiły?- zapytał.
-Nie, nie martw się. One są mu wdzięczne, bo uratował jednego z nich od ciężkiej choroby.
Chłopiec stał osowiały na plaży. Czuł wielką bezsilność i głęboki żal. Nie chciał płakać, ale łzy same napływały mu do oczu. Odwrócił głowę, aby Duch z wydm nie widział mokrych strużek, spływających mu po twarzy.
-Prawdziwych łez i uczuć nie musimy się wstydzić.- usłyszał łagodny głos olbrzyma. Chłopak otrząsnął się po chwili.- Co mogę zrobić, aby go ratować?- zapytał, tłumiąc łkanie.
-Nareszcie! Już myślałem, że się poddasz. Trzeba działać mój chłopcze!- zahuczał Duch.- Jest jeden sposób. Twój ojciec musi pójść w stronę morskiej latarni, prowadzony głosem pięknej syreny. Wtedy tylko opadnie mgła, otulająca jego pamięć. Porzuci magiczny świat zielonych stworów i wróci do Ciebie.- dokończył.
-Ale gdzie mam szukać syreny i jak ją nakłonić, aby zaśpiewała?- dopytywał się chłopiec.
-Przeniosę Cię na wyspę zamieszkiwaną przez syrenie piękności. – olbrzym zasępił się – Syreny uwielbiają srebro i władzę. Możesz ofiarować jednej z nich twój srebrny kubek. – pozornie obojętnie dokończył Duch.
Kolejno radość, niepewność, zdziwienie i bunt malowały się na twarzy chłopaka. Spojrzał głęboko w oczy łagodnego olbrzyma.- Dlaczego jesteś Duchem z wydm?- zapytał dziwnym głosem.
- To był mój wybór.- odpowiedział- Dzięki temu nie jestem z nikim, a jednocześnie mogę być z wszystkimi.
Chłopiec pokręcił głową i podał olbrzymowi dłoń. W milczeniu uścisnęli sobie ręce.
- A teraz trzymaj się, pędzimy na wyspę syren!- zaśmiał się Duch z wydm. Zawirował na piasku i w białym obłoku pyłu pomknął, unosząc chłopca w nieznanym kierunku.
Podróż trwała chwilę, czyli niepoliczalny ułamek czasu. Mgła opadła, chłopak leżał na wilgotnej, szarej skale. Poniżej małe, granatowoczarne jeziorko odbijało blask księżyca. Po drugiej stronie za sitowiem, rozgadane syreny srebrnymi grzebieniami rozczesywały swoje długie włosy.
Chłopak usiadł na skale i przelewał srebrny blask księżyca z wody do kubka.
Syrenie piękności podpłynęły do niego i oparły białe ramiona na skale.- Jaki masz piękny kubek!- radosnym głosem szklanych dzwoneczków odezwała się jedna z nich. W długich włosach miała wpięty pomarańczowy kwiat, który rozświetlał jej białą twarz.
- Tak.- powiedział chłopiec, a ciemne kędziory opadły mu na smagłą twarz. – Mogę Ci go podarować jeżeli dla mnie zaśpiewasz.- dodał.- Ale, ale proszę nie teraz, za chwilę gdy latarnia morska rozświetli wodę.- błagalnie spojrzał na syrenę.- Dobrze. Daj kubek. – powiedziała dziewczyna- ryba.- Latarnia jest tam.- wskazała ręką w prawo.- Idź zaczekaj na mnie.- dodała i zniknęła w ciemnej wodzie.
Chłopak niepewnie wstał i poszedł we wskazanym kierunku. Czarna bryła latarni rysowała się w oddali. Okalał ją kamienny mur. Chłopak wspiął się na niego i usiadł. Czekał. Przenikał go chłód. Nagle we wnętrzu starej, tajemniczej latarni coś zatrzeszczało. Wysoko w górze pojawiło się najpierw małe światełko, które w mgnieniu oka rozbłysło. W granatowym mroku usłyszał śpiew pięknej syreny. Wydobywał się stopniowo i unosił na wodzie niczym białe jachty, nadpływające do portu. Żółty blask latarni i syrenia pieśń zlały się w jedno. Chłopak siedział oczarowany. Poczuł zachwyt i tę szczególną radość, którą czuł dawno temu, kiedy razem z rodzicami spacerowali brzegiem morza, oczekując wschodu słońca.
Ocknął się i spostrzegł, że jest dzień. Leżał w porcie nakryty kocem, w starym zielonym kutrze, a znajomy rybak siedział obok niego i przyglądał mu się z troską.- No, nareszcie. Tak twardo spałeś, że nie mogliśmy Cię obudzić. Ojciec szuka Cię od rana, a właśnie tutaj idzie.- powiedział rybak. – Tata !- chłopiec zerwał się na równe nogi, odrzucając kraciasty koc. Kuter zachwiał się. -Spokojnie.- próbował go uciszyć rybak, ale chłopak już wyskoczył na drewniany pomost i biegł ile sił w nogach w stronę ojca. Barczysta postać w białej koszuli z podwiniętymi rękawami uniosła go w górę- Krzysiu, gdzieś ty był ! ? – zawołał i przytulił go do siebie szczęśliwy, że wreszcie się odnaleźli.